• JAKUB SCHULZ

Najczęstsze zarzuty banków w sprawach frankowych i czy ich się bać? Część trzecia.

Najczęstsze zarzuty banków w sprawach frankowych i czy ich się bać? Część trzecia – wynagrodzenie za korzystanie z kapitału


W trzeciej części artykułu dotyczącej najczęstszych zarzutów podnoszonych przez banki w odpowiedziach na pozew omówimy wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, którym tak bardzo banki publicznie straszyły frankowiczów. Zgłaszane przez banki roszczenie dotyczące zapłaty kwoty za korzystanie z kapitału tytułem ”korzyści osiągniętej przez powodów na skutek korzystania z nienależnej usługi finansowej”, w naszej ocenie nie znajduje nie tylko żadnego uzasadnienia faktycznego, ale również prawnego. Żaden przepis prawa powszechnie obowiązującego nie uprawnia banku do jej pobrania lub potrącenia, banki kwotę tą tylko oznajmiają w pozwach celem przestraszania frankowiczów, jednak bez tytułu wykonawczego pozostają one bezzasadnym roszczeniem. Banki nie zgłaszają w tym zakresie powództwa wzajemnego, a jedynie działając kolejny raz jednostronnie bank próbuje obciążyć konsumentów nieuzasadnioną opłatą! Podstawy takich roszczeń z pewnością nie mógłby stanowić art. 359 kodeksu cywilnego. Zgodnie z tym przepisem odsetki od sumy pieniężnej należą się tylko wtedy, gdy to wynika z czynności prawnej, ustawy, orzeczenia sądu lub z decyzji innego właściwego organu. Zatem w przypadku stwierdzenia nieważności umowy kredytu żadna z tych okoliczności nie zachodzi. Roszczenie nie może być dochodzone w oparciu o art. 405 i 411 kodeksu cywilnego, tj. przepisy o bezpodstawnym wzbogaceniu. Zgodnie z art. 405 k.c. każdy, kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości. Wskazać należy, iż brak jest możliwości zastosowania wskazanej podstawy prawnej w stanie faktycznym, w jakim mogą znaleźć się frankowicze. W przypadku stwierdzenia nieważności umowy, strony nie mogą być bowiem zobowiązane do jej wykonywania, tak jakby była ona zawarta. Tym bardziej, gdy nieważność wynika wyłącznie z działania banku polegającego na zastosowaniu w umowie klauzul niedozwolonych. Co więcej, takie rozwiązanie byłoby sprzecznie również z celem dyrektywy 93/13 EWG, która ma za zadanie chronić konsumenta. Podobne stanowisko zajął Sąd Najwyższy w wyroku z 4 kwietnia 2019 r. sygn. akt III CSK 159/17, wskazując, że skutek jaki wywoła uznanie niektórych zapisów umownych za niedozwolone postanowieni umowne, ma pełnić funkcję „penalty default”, tj. ma przybrać efekt odstraszający bank (przedsiębiorcę) od stosowania w przyszłości nieuczciwych postanowień umownych. Naliczenie wynagrodzenia dla strony, która wywołała stan nieważności, stanowiłoby obejście przepisów prawa, jak i dyrektywy. Ponadto dochodzenie tego typu roszczeń na podstawie art. 405 k.c. mogłoby zostać uznane próbę obejścia przepisu o odsetkach za opóźnienie, których zgodnie z art. 481 § 1 k.c. można domagać się za okres, w którym dłużnik popadł w opóźnienie, a taka sytuacja nie będzie miała miejsca. Jednocześnie wskazać należy, iż podstawę rozliczenia kredytobiorcy z bankiem stanowi najczęściej art. 410 § 2 zdanie 2 k.c., mówiący o tym, że świadczenie jest nienależne, jeżeli podstawa świadczenia odpadła. Tymczasem w momencie, kiedy kredytobiorca uiszczał raty, umowa była ważna, a jej nieważność stwierdził dopiero sąd. Nie może tu być zatem mowy o jakimkolwiek „bezumownym” korzystaniu z kapitału.




Zapoznaj się również z częścią pierwszą oraz drugą artykułu.